Subotni ranak.
Raptam —
ta-dam —
zvanok u dźviery.
Na rassłabonie
idu adčyniać
(sam u chałacie, žonka ŭ šorcikach).
Hladžu ŭ vočka:
staić dziaŭčo.
Vočy ŭ padłohu.
«Prabačcie, moža,
ŭ vas jakijaś pradukty jościeka?»
«Zaraz, — kažu, — pačakaj, zirnu…» 
I pierad nosam dźviaryma — plaś
(niejk, kamandor, mašynalna, nu).
Kroču na kuchniu.
Žonka chvalujecca
«Chto tam?»
«Dy-y, heta… dziaŭčo…»
(žonka chvalujecca dva)
«Čo?..»
Chutka vychodzić i chutka viartajecca.
(Dźviery taksama na hetym baku.)
«Pampiersaŭ prosić,
maci jaje naradziła niadaŭna, kaža»
Dastaje makarony, niejkija krupy, kašy…
Pakujem usio pa pakietach.
Moŭčki. Apieratyŭna dy zładžana.
Vychodzim na leśvicu.
Jana staić. Taja ž pastava…
Dziakuje i sychodzić.
Citry, ułasna.
Žyćcio praciahvajecca
(chtości z pause nacisnuŭ na play):
pošuk aŭto dy kavamašyny,
zapis starejšaj da artadonta
(brekiety čas pryśpieŭ stavić).
Słovam, dedłajny,
režym cejtnotu,
jaki nie strymać, nie spynić,
tłum, mituśnia, tryvožnaje ščaście.

Tolki dziaŭčo ŭsio u tambury
ŭ vočku —
ci uvačču —
staić…

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?